Nadmiar produktywności i PKB-Widmo

Data: 2026-04-27 | Czas_czytania: ~5 min | Kategoria: /ekonomia

GhostGDP - grafika głowna Onegdaj, Ford musiał podnieść pensje swoim pracownikom, aby było ich stać na samochody, które sami produkowali. Możesz zastąpić człowieka maszyną, ale tejże maszynie nie sprzedasz swojego produktu. Nie sprzedasz go także swojemu bezrobotnemu, ex-pracownikowi. Gospodarka to wszak cyrkulacja.

I być może słusznie rymuje się to nam ze słynnym sloganem o zabieraniu pracy przez AI, to jednak uważam, że stoimy tu duży krok dalej i pół kroku w bok. Ale zaraz, zaraz … natura nie znosi próżni, gospodarka się przecież zaadaptuje, powstaną nowe zawody, emitent sypnie groszem i jakoś się to wyklepie. Prawda?

Pęknięta pętla cyrkulacji

Niekoniecznie, bo istnieje jedna fundamentalna różnica. Pieniądze zawsze wracały do obiegu. Wzrost produktywności (nawet jeżeli dynamiczny) dotychczas powodował presję cenową i wzrost płac realnych. Dodatkowo, proces takiego przekwalifikowania milionów ludzi trwał dekadami i był względnie punktowy.

W prostych słowach, koło się kręciło, bo ludzie w swej masie dalej mieli zajęcie i mieli co wyciągać z portfela po pracy. Konsument od pracownika różni się jedynie porą dnia. Mało tego, obecna rewolucja uderzy głównie w te lukratywne, pożądane zawody, a nie te, które wykonuje się z braku alternatywy.

Ghost-GDP i widmo implozji

Wracając, w tym scenariuszu beneficjentem galopującej produktywność są jedynie właściciele ̶ś̶r̶o̶d̶k̶ó̶w̶ ̶p̶r̶o̶d̶u̶k̶c̶j̶i̶ mocy obliczeniowej i algorytmicznego know-how. Punkt krytyczny musi nadejść wtedy, gdy akumulacja kapitału spowoduje implozję samego kapitalizmu. Piszę ten wpis po lekturze raportu Citrini Research*, który określił to jako Ghost-GDP (PKB-Widmo) i myślę, że to trafna nazwa.

Scenariusz tam przedstawiony w pewnych aspektach jest dość skrajny, ale moim zdaniem trafnie diagnozuje szersze wyzwanie, które i tak nas czeka (pytanie tylko jak szybko). I … nie zazdroszczę roboty żadnemu Ministrowi Finansów.

Jak od dawna wiadomo, podaż nie kreuje popytu, a iluzoryczny wzrost produktywności nie jest jedynie efektem ubocznym postępu. Tym razem jest symptomem głębszego pęknięcia w samej strukturze klasycznej ekonomii. Nie jest to moje czarnowidzenie, ale realne zjawisko, które dotknęło nas już przed rewolucją AI. Realny mediana dochodu mężczyzn bez wyższego wykształcenia w USA jest dziś niższa, niż w latach 70. Dekady wzrostu PKB nie przełożyły się na ich dobrobyt. “Gospodarka się zaadaptuje” nie zawsze znaczy “wszyscy skorzystają”. Prekariat wyposażony w tanią elektronikę i odzież fast fashion to dalej prekariat.

Deklasacja cogitariatu

Co wydarzy się jeżeli te same zjawiska, które zdegradowały klasę robotniczą uderzą ze zdwojoną siłą w cogitariat? Oznacza to deklasację całej warstwy, która przez dekady nadawała społeczeństwu spójność.

Marksizm na opak: Kryzys z góry

To, co opisuje Citrini, jest niemal podręcznikowym przykładem marksowskiego kryzysu koncentracji kapitału, tyle że podmiotem nie jest już klasa robotnicza, lecz wykształcona klasa biało-kołnierzykowa, która jeszcze wczoraj była głównym beneficjentem systemu. Marks przewidywał rewolucję od dołu. Tym razem kryzys przychodzi z góry. Z nadmiernej efektywności samego kapitału, który wreszcie uwolni się od żywej pracy. Brodaty towarzysz miałby nie lada zagwozdkę, widząc inteligencję, która sama siebie unieważniła jako siłę produkcyjną.

Paradoks Keynesa i iluzja wyboru

I tu paradoksalnie powraca pytanie, które John Maynard Keynes zadał już w 1930 roku. Przewidywał on, że za sto lat problemem ludzkości nie będzie już niedostatek, lecz nadmiar. Jak wypełnić życie, gdy praca przestaje być koniecznością? Przewidywał też 15-godzinny tydzień pracy.

Tym razem wyboru może nie być. Poprzednio technologia zwalniała jedne ręce i zajmowała inne, ale człowiek dalej był potrzebny gdzieś w procesie. Jeśli AI jest pierwszą technologią, która skaluje się bez angażowania ludzkiej pracy jako kluczowego wkładu, to przepowiednia Keynesa ziści się nie jako wyzwolenie, lecz jako przymus.

Sto lat później stoimy dokładnie w tym punkcie, tylko że zamiast powolnego postępu technicznego mamy eksplozję. Problemem nie jest brak bogactwa, lecz brak mechanizmu, który by to bogactwo rozdysponował.

Nowa forma alienacji

Dywagacja przestaje być wyłącznie ekonomicznym sporem. Musimy zadać sobie pytanie co znaczy być człowiekiem w gospodarce, której logika przestała potrzebować ludzkiej inteligencji jako kluczowego zasobu. Czy praca była jedynie środkiem do przetrwania? Czy jesteśmy skazani na nową formę alienacji - samego sensu naszego bycia?

BDP: Dywidenda, nie socjalizm

W tym kontekście Bezwarunkowy Dochód Podstawowy przestaje być propozycją socjalną czy aktem miłosierdzia i staje się koniecznością chroniącą nas przed długotrwałą recesją. Jedynym mechanizmem zdolnym przywrócić cyrkulację w świecie, w którym praca ludzka przestała być rzadkim zasobem. Nie jest to „pieniądz za nic”, lecz uniwersalna dywidenda z produktywności, którą przez stulecia generowała zbiorowa praca ludzkości: dane, infrastruktura, algorytmy, wiedza skumulowana w modelach.

Wywłaszczenie ze wspólnego dobra

Każdy post, każda transakcja, każde wyszukiwanie, każda przejechana trasa. Te dane, przetworzone w modele, są dziś własnością kilku podmiotów prywatnych w stopniu, o jakim panowie feudalni mogliby tylko pomarzyć. Nie jest to już klasyczna koncentracja kapitału przemysłowego. To przywłaszczenie sobie tego co kiedyś było wspólnym dobrem ludzkości. W tym sensie ten kryzys jest jednocześnie kryzysem własności.

Internet, na którym zbudowały się te imperia powstał dzięki publicznym pieniądzom. Od DARPA po unijne granty i podatki, które płaciliśmy wszyscy. Naukowcy, którzy wymyślili propagacje wsteczną ii transformery, kształcili się na państwowych uczelniach.

Dlatego gdy ktoś dzisiaj mówi, że BDP to „socjalizm”, odpowiadam: nie, to nie socjalizm. To dywidenda. Big Tech nie wynalazł inteligencji. On ją tylko spakietyzował, opatentował i sprzedaje nam z powrotem z marżą 80%.

Tam, gdzie AI uwalnia wartość dodaną w tempie niemożliwym do skonsumowania przez tradycyjne płace, BDP staje się mostem, który przywraca człowiekowi status podmiotu ekonomicznego nie poprzez przymus pracy, lecz poprzez prawo do bycia konsumentem i twórcą własnego świata. W erze Ghost GDP, BDP nie jest więc reformą. Jest warunkiem możliwości dalszego trwania samego kapitalizmu.

Kamil Pepliński
Kamil Pepliński

Dziennikarz, analityk, niestrudzony poszukiwacz danych. Pisze o technologii, gospodarce, spółkach i tym, dlaczego rynek czasem zachowuje się jak grupowy projekt na studiach. Wierzy, że dobra analogia jest warta tysiąca wykresów.